Wjeżdżając samochodem na własne podwórze od pewnego czasu przypomina mi się popularne sformułowanie z bajki Fredry “Wolnoć, Tomku, w swoim domku”. Ponieważ to moje podwórze, i nikomu nic do niego, ale chętnie zerknęłabym do sąsiada, jak on daje sobie radę z ulewami, które u mnie wytwarzają głębokie a także uciążliwe kałuże.
Podejrzewam, iż nieuprzejmy sąsiad, nie boryka się z takim problemem, ponieważ przez szczeliny w jego ogrodzeniu mogę zobaczyć, iż dominuje na jego podwórzu kostka brukowa Warszawa. I myślę sobie, że ułożenie kostki brukowej na swojej posesji, to wcale nie jest głupia myśl. Ze 100% pewnością kostka brukowa, albo raczej to, co się pod nią znajduje, zniweluje zrobione szerokimi oponami mojego auta dołki oraz rowy, w których po każdym deszczu zbiera się woda. A wody, po szczególnie intensywnej nawałnicy, może nazbierać się naprawdę bardzo dużo. Coś na miarę właśnie Pawła a także Gawła, choć rybek to raczej w tych kałużach nie zdołam nałowić. Kładzenie kostki brukowej wydaje mi się równie nudnym zajęciem jak łowiectwo, ale przecież ja nie będę jej układać.
A choć żal mi nieco mojego pięknego trawnika, to podejrzewam, że taka kostka jednak wpłynie niedługo na moją listę budżetową. Bardzo podoba mi się pomysł, że cała deszczówka znika gdzieś, zostawiając podwórze suche i czyste. Moje szpilki na pewno mi za to podziękują. Oczywiście udam się po poradę do swojego sąsiada, który przybliży mi proces układania kostki brukowej, a może będzie to także dobra okazja do polepszenia naszych relacji.